Szczerze mówiąc, długo się zastanawiałem, czy w ogóle opisywać to, co przeszliśmy w HTO na przełomie 2023 i 2024 roku. Rekrutacja kierowców kategorii C i C+E potrafi wystawić na próbę nerwy każdego przewoźnika. My przeszliśmy przez to w najgorszym możliwym momencie – z leasingiem na karku i pustym miejscem za kierownicą. Dziś, po roku stabilnej współpracy z zespołem, który w końcu udało się zbudować, mogę spojrzeć na tamten czas z dystansem. Wtedy jednak nie było mi do śmiechu.
Ogłoszenie, hejt i cisza w skrzynce
Wszystko zaczęło się banalnie. Potrzebowaliśmy dwóch kierowców – jednego na kategorię C do obsługi tras krajowych, drugiego na C+E do transportu międzynarodowego. Standardowa sytuacja w naszej branży. Dałem ogłoszenie na kilku grupach transportowych na Facebooku, dorzuciłem konkretne warunki finansowe, opisałem trasę, rodzaj pojazdu, wszystko jak trzeba.
Efekt? Zamiast zgłoszeń od kierowców, dostałem falę komentarzy w stylu “kolejny oszust, zapłaci grosze”, “znowu 3000 zł na rękę i cała Europa” – mimo że stawka, którą zaproponowałem, była zgodna z rynkiem, a czasem nawet powyżej średniej. Nie ukrywam, że mnie to wtedy naprawdę wkurzyło. Człowiek stara się uczciwie przedstawić ofertę, a w odpowiedzi dostaje falę hejtu od osób, które nawet nie zapytały o szczegóły, ubliżanie z kont anonimowych. ” co wy macie w głowach ” Mimo to musiałem iść dalej, bo ciężarówka nie będzie stała.
Trzej kandydaci, trzy różne rozczarowania
Po tygodniu selekcji udało się dobić do etapu rozmów z konkretnymi kandydatami. Wydawało się, że najgorsze za nami. Ustaliliśmy warunki, omówiliśmy szczegóły, kierowcy potwierdzili gotowość do podpisania umowy. Kadrowa przygotowała komplet dokumentów, umówiliśmy się na termin, uff – pojazd rusza w trasę.
I wtedy zaczęło się dziwne déjà vu. Pierwszy kandydat, mężczyzna z okolic Warszawy, po prostu przestał odbierać telefon dzień przed podpisaniem umowy. Żadnej wiadomości, żadnego wytłumaczenia. Dzwoniłem, pisałem SMS-y – cisza.
Drugi przypadek był inny, ale równie frustrujący. Kierowca, z którym wszystko było dogadane co do stawki i grafiku, napisał na godzinę przed podpisaniem umowy, że rezygnuje, bo ma ciężką sytuację rodzinną. Rozumiem, że życie pisze różne scenariusze. Mimo to trudno było mi wtedy nie czuć się oszukanym – dokumenty gotowe, samochód czeka, a leasing trzeba płacić niezależnie od tego, czy ktoś siedzi za kierownicą, czy nie.
Trzeci przypadek dobił mnie ostatecznie. Kandydat na C+E, doświadczony, z dobrymi referencjami, w ostatniej chwili zażądał podwyżki stawki o kilkaset złotych, powołując się na “lepszą ofertę od konkurencji”. Odmówiłem. Nie dlatego, że nie stać nas było na tę kwotę, tylko dlatego, że taka gra na ostatnią chwilę buduje złe fundamenty pod przyszłą współpracę.
Leasing nie czeka, a presja rośnie
W tym samym czasie ciężarówka stała w bazie i generowała koszty. Rata leasingowa naliczała się bez względu na to, czy pojazd jeździ, czy stoi. Ubezpieczenie, opłaty stałe, koszt utrzymania floty – to wszystko działa niezależnie od tego, czy mamy kierowcę, czy nie. W konsekwencji presja finansowa rosła z każdym tygodniem opóźnienia. Pomyślałem dobra ktokolwiek aby tylko auto wyjechało. Ale …
To był moment, w którym zacząłem inaczej patrzeć na cały proces rekrutacji. Zamiast szukać “kogokolwiek, byle szybko”, postanowiłem zmienić podejście. Te zmiany pomogły mi podejmować bardziej racjonalne decyzje kadrowe, zamiast działać pod presją emocji.
Co zmieniliśmy w procesie rekrutacji
Po tamtych doświadczeniach usiadłem z zespołem i przeanalizowaliśmy cały proces od nowa. Wprowadziliśmy kilka zmian, które – jak się później okazało – naprawdę zadziałały:
- Rozmowa telefoniczna przed spotkaniem – zanim zaprosiliśmy kogokolwiek na rozmowę, przeprowadzaliśmy krótką rozmowę weryfikacyjną. Dzięki temu odsiewaliśmy kandydatów niezdecydowanych już na starcie.
- Jasny opis warunków bez naciągania rzeczywistości – przestaliśmy pisać ogłoszenia “pod publiczkę – tylko konkrety “. Podawaliśmy realną stawkę, realne trasy, realny grafik. Mniej zgłoszeń, ale za to bardziej wartościowych.
- Krótszy czas między rozmową a podpisaniem umowy – zauważyliśmy, że im dłużej kandydat czeka na finalizację, tym większa szansa, że zmieni zdanie lub znajdzie coś innego. Skróciliśmy ten czas do minimum.
- Polecenia wśród obecnych kierowców – to była najlepsza decyzja. Nasi kierowcy zaczęli polecać znajomych lub nas znajomym z branży. Taki kandydat zwykle wie, na co się pisze, może u źródła dopytać jak się pracuje, wtedy jest jeszcze bardziej przekonany o swojej decyzji i traktuje zobowiązanie poważnie.
- Okres wdrożeniowy z mentorem – nowy niedoświadczony kierowca na chłodni przez pierwsze dwa tygodnie jeździł z doświadczonym pracownikiem HTO. To budowało zaufanie i realne poczucie wsparcia, nie tylko suchą instrukcję obsługi.
Dzięki tym zmianom udało się w końcu trafić na dwóch kierowców, którzy zostali z nami na dobre. Jeden z nich, Marek, jeździ dla nas TIR-em od ponad roku i regularnie sam poleca nowych kandydatów. Drugi, pan Tomasz, zaczynał na kategorii C, a dziś jeździ na C+E, bo sam poprosił o rozwój w firmie.
Dlaczego stabilny zespół kierowców to przewaga, nie tylko wygoda
Warto podkreślić, że ta historia nie dotyczy wyłącznie wewnętrznej organizacji HTO. Dla naszych klientów biznesowych stabilny zespół kierowców oznacza coś więcej niż wygodę kadrową. To gwarancja powtarzalności jakości usługi, mniejsze ryzyko opóźnień w dostawach i większe zaufanie do terminów, które deklarujemy. Kierowca, który zna trasę, zna specyfikę ładunku, auta, spedytora i zna oczekiwania, pracuje po prostu skuteczniej niż ktoś nowy, kto dopiero uczy się procedur i pracy w danej firmie.
Dodatkowo, stabilność kadrowa przekłada się na mniejszą rotację floty i lepsze planowanie tras i usług – o czym więcej pisaliśmy w artykule o https://hto.com.pl/czego-oczekiwac-od-uslug-logistycznych-w-europie/. Firma, która nie musi co miesiąc szukać nowego kierowcy, może skupić się na rozwoju usług, zamiast gasić pożary kadrowe.
Co bym doradził innym przewoźnikom
Gdybym miał podsumować tę historię jednym zdaniem, powiedziałbym tak: rekrutacja kierowców to maraton, nie sprint. Presja finansowa związana z leasingiem czy kosztami stałymi potrafi skłaniać do pochopnych decyzji kadrowych. Mimo to warto zachować cierpliwość i konsekwentnie budować proces, który przyciąga właściwych ludzi, a nie przypadkowych kandydatów.
Jeśli borykacie się z podobnym problemem, zachęcam do przeczytania również naszego wpisu o Przegląd rynku transportowego w Polsce i Europie (LINK DO ARTYKUŁU: https://hto.com.pl/post-1/ ). To temat, który dopiero zaczyna być doceniany przez mniejszych przewoźników, a naprawdę robi różnicę.
Szukasz sprawdzonego przewoźnika, który stawia na stabilny zespół?
W HTO wiemy, że za każdą dostawą stoi konkretny człowiek za kierownicą. Dlatego inwestujemy w kierowców, którzy zostają z nami na lata, nie na tygodnie.
Sprawdź naszą ofertę transportową i przekonaj się, dlaczego warto nam zaufać: hto.com.pl
#RekrutacjaKierowców #KierowcaCE #KierowcaKategoriaC #TransportDrogowy #BranżaTSL #PracaDlaKierowcy #LogistykaPolska #HTO


